Dead Letters / Liesel i Śmierć

tbt

Published by: Knopf Books for Young Readers

Pages: 552

Release date: March 14th 2006

First there was The Grave Digger’s Handbook. This is how everything started. New life beginning with a book about death. Saying that irony is mean wouldn’t be enough. Then she found The Shoulder Shrug. Or maybe found isn’t the best term. More like she took it, saving it from its shameful death in the flames. Then came the Jew. And with the Jew came meinkampf. And that started completely new era in her miserable life. Want to know how Death sees us, humans? Or are you too scared?

I’ve devoured this 495 pages during one day. I got it Friday morning on the academy ending school year and by 9 p.m. I was finished. The academy was really boring, so I hid in the corner and red few pages. It was the first day of summer holidays, but instead of hanging out with my friends I went home and continued reading. That’s how entertaining I am. But, seriously, once you get your hands on that book, you can’t detach yourself from it. It drags in, making you crave more and more, until finally, you find yourself staring at the last sentence, blinking away the tears you didn’t even know you had and trying to understand that the book is over and that further on there is nothing else . That is what power that book has over you. So, beware, reading it is dangerous, but, oh God, it is worth it.

I have to warn you, too, that the plot is spoiled just in the beginning. I think I won’t reveal a big secret if I tell you that the book begins with words: “Here is a small fact: You are going to die.” And since the narrator is Death himself, the author takes this sentence very literally. So then, as the story goes on, Death takes his pleasure in revealing every person’s death, one at a time. Don’t worry, it’s not a spoiler, the first death is mentioned probably in the Part One, as long as I remember. So if you hoped for plotting and predicting the ending by your own, don’t bother. The author took care of it for you.

Liesel’s life is divided into few parts. Every one of them is connected with a book she is reading at the moment. I’ve marveled at the idea for the whole book, and honestly I still do, because I really think it’s a good idea. Another thing that I liked were the chapter’s titles. I haven’t seen such creative names since Percy Jackson, and believe me, that was a long time and even more books and book series ago. So, yeah, it was nice to read a chapter named 100 PERCENT PURE GERMAN SWEAT. And Death using sarcasm? Jeez, sign me up for that.

I know I promised to write about less popular books and now I come here talking about The Book Thief, which was and still is pretty popular since it got its screening two years ago. But I really, really, really liked this book and I felt the need to share it with the world. I have to say that I’ve read it with a fever, having cold and trembling all over, but I swear I can recall every single detail about it. For example Rosa Hubermann, Liesel’s step mother, calling her Saumensch (something close to ‘filthy pig’). Or Rudy Steiner running after her and restlessly asking for a kiss. Those little things made this book different and infinitely beautiful. And if it satisfied me – someone for whom a book without magic, swordsmen and dragons isn’t really a book – then it has to say something.

P.S. Read carefully. There might be something hidden in your copy. Look for The Standover Man.


 

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Strony: 496

Data wydania: 22 stycznia 2014

 Tłumaczenie: Hanna Baltyn

Na początku był Podręcznik Grabarza. Tak wszystko się zaczęło. Nowe życie rozpoczęte książką o śmierci. Powiedzieć, że ironia jest wredna to za mało. Później znalazła Wzruszenie Ramion. Choć znalazła to może nie do końca trafne określenie. Bardziej wzięła, ratując od żałosnej śmierci w płomieniach. Później przyszedł Żyd. A z Żydem przyszło Mein Kampf. A to rozpoczęło kompletnie nową erę w jej smutnym życiu. Chcecie wiedzieć, jak Śmierć widzi nas, ludzi? Czy za bardzo się boicie?

 Pochłonęłam te 495 stron w ciągu jednego dnia. Książkę dostałam w piątek rano na akademii na zakończenie roku szkolnego. Do dziewiątej wieczorem była już skończona. Akademia okazała się naprawdę nudna, więc schowałam się w kącie i przeczytałam parę stron. Był to pierwszy dzień letnich wakacji, a ja zamiast szlajać się ze znajomymi, poszłam do domu i czytałam dalej. Taka jestem rozrywkowa. Ale gwarantuję, jeśli raz położysz ręce na tej książce, nie możesz się od niej oderwać. Ona wciąga, sprawiając, że chcesz więcej i więcej, aż w końcu uświadamiasz sobie, że wlepiasz wzrok w ostatnie zdanie, powstrzymując łzy, o których nawet nie wiedziałeś i próbujesz sobie uświadomić, że książka się skończyła i nie ma już nic dalej. Właśnie taką moc nad tobą ma Złodziejka Książek. Więc, ostrzegam Cię, czytanie jest niebezpieczne, ale zdecydowanie tego warte.

 Muszę też ostrzec, że fabuła zostaje zaspoilerowana na samym początku. Myślę, że nie zdradzę wielkiego sekretu, jeśli powiem, że książka rozpoczyna się od słów: ” Drobna Uwaga: Na pewno umrzecie.” A skoro narrator to Śmierć we własnej osobie, autor bierze to zdanie bardzo dosłownie. Więc, w trakcie historii, Śmierć z radością ujawnia nam odejście każdej osoby, jednej po drugiej. Nie martwcie się, to nie spoiler, z tego, co pamiętam, pierwsza śmierć wspomniana jest już w Części Pierwszej. Więc jeśli mieliście nadzieję na spiskowanie i przewidywanie końca, nie kłopoczcie się. Autor zajął się tym za Was. 

 Życie Liesel podzielone zostało na kilka części. Każda z nich reprezentuje książkę, którą dziewczynka czyta w danym momencie. Zachwycałam się ty pomysłem przez cały czas czytania i tak szczerze, to nadal to robię, bo naprawdę uważam to za pomysł naprawdę genialny. Kolejną rzeczą, która mi się podobała były tytuły rozdziałów. Nie czytałam tak kreatywnych nazw od czasów Percyego Jacksona, a wierzcie mi, to było długi czas i wiele książek i serii temu. Więc tak, miło czytało się rozdział zatytułowany STUPROCENTOWY NIEMIECKI POT. Uśmiałam się do łez. A Śmierć używająca sarkazmu? Jezu, zdecydowanie się na to piszę.

 Wiem, że obiecałam pisać o mniej popularnych książkach, a teraz wyjeżdżam ze Złodziejką Książek, która była i ciągle jest dosyć znana, odkąd doczekała się ekranizacji dwa lata temu. Ale bardzo, bardzo, bardzo podobała mi się ta lektura i poczułam potrzebę podzielenia się nią ze światem. Muszę przyznać, że czytałam ją przeziębiona, z gorączką, trzęsąc się jak osika, ale przysięgam, że pamiętam każdy szczegół. Na przykład Rosę Hubermann, drugą mamę Liesel, nazywającą ją Saumensch (coś zbliżonego do ‘brudnej świni’.) Albo Rudy’ego Steinera biegającego za nią i bez przerwy proszącego o całusa. Te małe rzeczy uczyniły tę książkę inną i niezaprzeczalnie piękną. I zadowoliło to mnie, – kogoś, dla kogo książka bez magii, rycerzy i smoków nie jest nawet książką – to musi to coś znaczyć.

P. S. Czytajcie uważnie. W Waszym egzemplarzu może się coś ukryć. Wypatrujcie Zbędnego Człowieka.

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s