Smoke, fire and hatred / Nie ma dymu bez ognia

tye

Published by: G.P. Putnam’s Sons Books for Young Readers

Pages: 355

Release date: October 7th 2014

She lost her mother. She lost her old life. She lost everything that mattered. Now she fights not to lose herself. 

He is hiding. Looking for a vengeance. For a chance to regain what is his. And he has a fire burning within.

And he is watching. Watching them both. Waiting for an opportunity to strike.

Each of them has their own target. Neither wants to give it up. When fate interlaces their paths, only one of them can walk out of this as a winner. One knows it. The other doesn’t want to believe it. And the third one will do anything in their power to change it.

When she is caught between the two of them, she has to decide which one to trust.

Those who’ve been following my last posts (if there eve exists anyone like that) know that I am a fan of Marie Lu’s writing. I’ve mentioned a few good words about her in my review of Legend. I’m not going to repeat myself, but I at the beginning I just want to let you know that I haven’t changed my opinion of her after this book.

In her last trilogy she showed as a new world, completely changed by technology and modernity. Jumbo Jets, tablets, drones and all that jazz. This one is a completely different story. Its action takes place in middle ages, around year 1300. It’s something like parallel reality in some different land. A land where magic is possible.

The main protagonist is Adelina Amouteru, a sixteen-year-old girl with white hair and one eye. She was one of the few who survived the blood fever, an illness that killed most of her nation a decade ago. Now she has to deal with her visible markings and something else – something that can’t be seen unless she wants it to be. Adelina has some kind of power – she can create illusions and make people believe they are real. An useful skill and a curse in one.

She is not quite able to control it until she meets Enzo Valenciano, also called the Reaper. He is the leader of the Dagger Society, an organization made specially for malfettos, the abominations who also survived the fever. They learn how to use their gifts and help to keep peace in the kingdom (illegally, of course). Something like Robin Hood, just with extra magic motive. But guarding justice isn’t the group’s only task. They have a greater plan that involves much more commotion. And Adelina is more than welcome to help them achieve their goal.

But there is also Teren Santoro, the Leader of the Inquisition Axis (and the evil queen’s lover, by the way). He happens to hate the Young Elites (that’s what the members of the said group call themselves.) So, of course, his life ambition is to destroy them. And he is not someone who gives up easily. And he might also have a little dark secret of his own.

The chapters are written from their points of view. It lets us see the events in different places at the same time. It’s comfortable. Luckily, Marie Lu wisely decided not to make it another Twilight and collate those three in a big, complicated love triangle. True, their ‘relations’ are complicated as hell, but at least we don’t have to listen to Adelina’s lament when she tries to figure out her heart. There is a love motive, but with just one of them. And it doesn’t take up the whole plot. It’s nice, if you ask me.

Summing up, this book is completely different from the Legend, but surely not worse. I enjoyed reading it, even if I had to wait a year for the next tome to appear. But don’t worry, The Rose Society is already in sale and I’m currently reading it, so I think you already know what the next review is going to be. Now we just have to wait for the third one. But it’s surely worth it. Even if it ends with a cliffhanger 🙂


Wydawictwo: Zielona Sowa

Strony: 380

Data wydania: 22 kwietnia 2015

 Tłumaczenie: Marcin Mortka

Straciła matkę. Straciła stare życie. Straciła wszystko, co miało znaczenie. Teraz musi walczyć, by nie stracić też siebie.

On się ukrywa. Szuka zemsty. Okazji, by odzyskać to, co mu się należy. A w jego wnętrzu płonie ogień.

A on obserwuje. Obserwuje ich dwójkę. Czeka na szansę na atak.

Każde z nich ma swój własny cel. Żadne nie chce się poddać. Kiedy los krzyżuje ich drogi, tylko jedno może wyjść z tego zwycięską ręką. Jedno o tym wie. Drugie nie chce w to wierzyć. Trzecie zrobi wszystko, żeby to zmienić. 

Kiedy zostaje uwięziona między nimi dwoma, musi zdecydować, któremu z nich zaufać.

Ci, którzy śledzili moje ostatnie posty (jeżeli ktoś taki w ogóle istnieje), wiedzą, że jestem fanką twórczości Marie Lu. Powiedziałam o niej parę dobrych słów w mojej recenzji Legendy. Nie chcę się powtarzać, więc na początek powiem tylko, że nie zmieniłam o niej zdania po przeczytaniu tej książki. 

W swojej poprzedniej trylogii przedstawiła nam świat całkowicie zmieniony przez technologię i nowoczesność. Jumbo Jety, tablety, drony i takie tam. Tutaj mamy do czynienia z czymś zupełnie innym. Akcja ma miejsce w średniowieczu, około roku 1300. To coś jak równoległa rzeczywistość zamieszczona w innej krainie. Krainie, w której istnieje magia.

Główną bohaterką jest Adelina Amouteru, szasnastolatka z białymi włosami i jednym okiem. Jest jedną z niewielu, którzy przetrwali krwawą gorączkę, zarazę, która zabiła większość jej narodu dekadę temu. Teraz musi użerać się z jej widocznymi skazami i czymś innym – czymś, czego nie można dostrzec, dopóki sama tego nie chce. Adelina ma pewnego rodzaju moc – potrafi tworzyć iluzje i sprawiać, by ludzie wierzyli, że są prawdziwe. Przydatna umiejętność i klątwa w jednym. 

Nie potrafi tego całkowicie kontrolować, póki nie poznaje Enzo Valenciano, zwanego też Żniwiarzem. Jest przywódcą Bractwa Sztyletu, organizacji stworzonej specjalnie dla malfetto, wyrzutków, którzy także przetrwali gorączkę. Uczą się, jak używać ich darów i pomagają zachować porządek w krolestwie (oczywiście nielegalnie). Coś jak Robin Hood, tylko że z magią. Ale pilnowanie sprawiedliwości to nie ich jedyne zadanie. Mają o wiele większy plan, który wymaga znacznie więcej zamieszania. A Adelina jest więcej niż mile widziana do pomocy.

Ale jest też Teren Santoro, lider Inkwizycji (i kochanek demonicznej królowej, przy okazji). Tak się składa, że nienawidzi Młodych Elity (tak nazywają się członkowie wspomnianej wcześniej grupy). Więc oczywiście jego życiową ambicją jest zniszczenie ich. A Teren nie jest kimś, kto łatwo się poddaje. I on także może mieć swój własny, ciemny sekret.

Rozdziały piane są z ich punktu widzenia. Pozwala nam to śledzić wydarzenia w kilku różnych miejscach w tym samym czasie. To bardzo wygodne. Na szczęście, Marie Lu mądrze postanowiła nie robić z tego drugiego Zmierzchu i nie zestawiła tej trójki w wielkim, skomplikowanym trójkącie miłosnym. Co prawda ich relacje skomplikowane, ale przynajmniej nie musimy znosić lamentu Adeliny, kiedy próbuje zrozumieć swoje serce. To miłe, jeśli ktoś by mnie pytał.

Podsumowując, ta książka zupełnie różni się od Legendy, ale z całą pewnością dotrzymuje jej poziomu. Dobrze mi się ją czytało nawet, jeśli musiałam potem czekać rok na premierę drugiego tomu. Ale nie martwcie się, The Rose Society już jest w sprzedaży i aktualnie ją czytam, więc myślę, że wiecie, o czym będzie następna recenzja. Teraz muszę tylko czekać na trzeci tom. Ale warto. Nawet, jeśli zakończenie zabija 🙂

destroy

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s