Do Or Die / Cena ‘wolności’

com

Published by: Bloomsbury USA Children’s

Pages: 418

Release date: August 27th 2013

Warning: I would strongly advise to read this review only if you’ve read  Throne of Glass first. I mean, decision is yours, but I am not responsible for all the spoilers this text contains. Just saying.

Becoming the King’s Champion was supposed to be a reward. Celaena fought hard to gain this oh-so-honorable title. Instead, she was laden with a burden she is not sure she can stand up to. Or want it. She was supposed to be free – but the promised freedom is just an illusion. When she gets an order containing a familiar name, she has to consider her next move. Because that one simple thing brings memories back – memories she wants to forget so badly. Meanwhile, something ancient and long forgotten wakes up from its eternal sleep and claws its way into the palace’s walls, prevailing, lurking in the darkness, waiting for the opportunity to come out. Soon, Celaena finds herself in the middle of web consisting of lies, mystery and something not entirely from this world. In the face of her new private battle, she will have to choose her alliances wisely. Because her assassin’s heart still remembers the rule: don’t trust anyone.

Marvelous. Fantastic. Magnificent. Blah, blah, blah.

I am aware of the fact that you’ve had enough of my drooling over this books, so I will get down to business now.

Celaena is the King’s Champion. Cool.

Every so often she gets an order and earns tones of gold with which she can do whatever she wants. Even more cool.

The scheme is simple: she goes on a mission, does what she has to, brings the head to the king. Period. Of course none of this is a problem for a girl who’s spent her whole life training to be an assassin in one of the best Guilds in the whole kingdom. Right?

No. It isn’t. Because as it turns out, Celeana isn’t the cold, cruel, heartless bitch that everyone believes her to be. Whom she started to believe she is herself. (I mean, she can be a cold, crue, heartless bitch, but it’s another story). Those who know her better know that behind this stony facade of Adarlan’s Assassin hides a hurt, broken girl, capable of feelings stronger than anyone else.

In this book, Celaena evolves. She more willingly admits that she needs someone. Of course she doesn’t get all emotional and sponge-hearted, but she is ready to ask for help and finally trust someone. Her friendship with Nehemia becomes even more important and her relationship with one of the boys develops into something more (I will not tell you which one, it will ruin the fun). Okay, this book is the most emotional from them all, at least for now. Sometimes her romantic encounters are just to much for me, but have fun while you can – you will miss it someday (just saying).

Of course the ending is quite devastating. And it is the start of some important changes. I won’t tell you anything other than the fact that when I finished this book, I threw it across the bus. I am pretty sure someone got hit with it. And since it’s not like throwing book is my habit, hobby or fetish,  you really should consider yourself warned.

Ending this outrageously long review, I wanted to tell all of J. Maas’s fans that she didn’t disappoint. She had surprises, heart-brakes and much, much more. What more can I say? Her writing is simply magical!


Wydawnictwo: Uroboros

Strony: 532

Data wydania: 2 kwietnia 2014

Tłumaczenie: Marcin Mortka

Uwaga: Nie radziłabym czytać tej recenzji osobom niezaznajomionym ze Szklanym Tronem. Decyzja jest Wasza, ale z góry uprzedzam: nie odpowiadam za zawarte w tekście spoilery. Tak tylko mówię.

Zostanie Królewską Zabójczynią miało być nagrodą. Celaena ciężko walczyła o ten jakże honorowy tytuł. W efekcie została obarczona ciężkim brzemieniem. Nie jest pewna, czy potrafi je znieść. Nie jest pewna, czy nadal go chce. Jako wygrana miała zostać wolna – ale obiecana wolność okazuje się być jedynie złudzeniem. Kiedy dostaje zlecenie, w którym zawarte jest znane jest nazwisko, musi porządnie przemyśleć swój następny ruch. Bo ta jedna, prosta rzecz przywołuje wspomnienia – wspomnienia, których tak bardzo chciała się pozbyć. W międzyczasie coś antycznego i dawno zapomnianego budzi się ze swojego wiecznego snu, przedzierając się przez mury pałacu. Kryjąc się w ciemności. Czekając na okazję do ucieczki. Wkrótce Celaena zostaje zaplątana w sieć kłamst, tajemnic  i czegoś nie z tego świata. W obliczu swojej nowej prywatnej bitwy, będzie musiała ostrożnie dobierać sprzymierzeńców. Przecież jej serce morderczyni nadal pamięta zasadę: nie ufaj nikomu. 

Wspaniałe. Fantastyczne. Niesamowite. Bla, bla, bla. 

Zdaję sobie sprawę, że macie już dość mojego rozpływania się nad tą książką, więc oszczędzę Wam gadania i od razu przejdę do rzeczy.

Celaena jest Królewską Zabójczynią. Fajnie.

Co chwilę dostaje nowe zlecenia i zarabia góry złota, z którym może zrobić co chce. Jeszcze fajniej. 

Schemat jest prosty: wyrusza na misję, robi, co musi, przynosi królowi głowę. Kropka. Oczywiście nic  z tego nie stanowi problemu dla dziewczyny, która spędziła całe swoje życie ucząc się zabijać w jednej z najlepszych Gildii w całym królestwie. Prawda?

Nie. Nie jest. Bo jak się okazuje, Celaena nie jest tą zimną, okrutną, nieczułą suką, za jaką wszyscy ją mają. Za jaką sama zaczęła się uważać. (To znaczy, nadal potrafi być zimną, okrutną, nieczułą suką, ale nie o tym teraz). Ci, którzy znają ją lepiej, wiedzą, że pod maską Adarlańskiej Zabójczyni kryje się zraniona, złamana dziewczyna, zdolna do uczuć silniejszych niż ktokolwiek inny. 

W tej książce Celaena ewoluuje. Potrafi już przyznać, że kogoś potrzebuje. Oczywiście nie staje się od razu rozemocjonowaną (jest w ogóle takie słowo?) kretynką z sercem z gąbki, ale jest gotowa poprosić o pomoc i w końcu zaufać drugiej osobie. Jej przyjaźń z Nehemią staje się jeszcze ważniejsza, a związek z jednym z chłopaków rozwija się (nie powiem Wam z którym, zastanawiajcie się sami). Okay, ten tom jest najbardziej emocjonalny ze wszystkich, przynajmniej póki co. Czasem jest miłosne eskapady to dla mnie za wiele, ale cieszcie się póki możecie – jeszcze będzie Wam tego brakować (tak tylko mówię). 

Oczywiście zakończenie zostawia w rozsypce. I zapoczątkowuje ważne zmiany. Nie zdradzę niczego oprócz faktu, że kiedy skończyłam czytać, rzuciłam książką przez autobus. Jestem prawie pewna, że ktoś nią oberwał. I odkąd rzucanie książkami to nie mój zwyczaj, hobby czy fetysz, powinniście czuć się ostrzeżeni. 

Kończąc tę skandalicznie długą recenzję, chciałabym dodać, że i tym razem J. Maas nie zawiodła swoich fanów. Zaoferowała nam niespodzianki, złamania serca i wiele więcej. Co jeszcze mogę powiedzieć? Jej książki są wprost magiczne!

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s