Spanish hell / 3 metry pod piekłem

3mnm

Published by: Super UE

Pages: 319

Release date: February 1st 2004

This review is dedicated to Ola. Girl, I hope you’re happy, because I’ve come back to it specially for you.

Step has his own world. Babi has hers. People like him don’t usually interact with people like her. But rules and bans are not something Stefano Mancini cares about. Unlike Babi Gervasi, who is a good student of some highly regarded private high school. However, something stronger than her conscience and sense of morality starts to get over. She used to date many boys, but none of them was like Step. Step used to sleep with many girls, but none of them made him feel what he feels around Babi. The closer they get to each other, the more barriers will have to be destroyed. But some day, the two of them will have to ask themselves: is pushing the boundaries really worth the effort?

This book was officially chosen for the second part of my important as hell Polish competition. I’ve read it because I had to. But, man, was it a torture.

Let’s start from the beginning: a typical bad boy meets a typical good girl, who of course, is somehow different than the rest. Firstly they fight a little, then they fall in love, they they live happy ever after after he gets rid of her hymen Cool. But don’t I know it from somewhere?

Exactly. Even I, with my highly limited romance experience know that this is a typical romance canon. Okay, it might have been written in 2003, where everybody still knew what a walk-man is, but, seriously, guys? This is what you’ve picked up for your quite prestigious competition? Come on, it’s not even a Polish book!

In fact, the whole wholity wasn’t that bad. I’ve already told you about my bad-boy-lover-syndrome, so this dark-eyed Spanish guy on a bicycle with magical abs definitely speaks to me, but that’s all. Babi is dumb as hell, has even dumber little sister, who is in fact a year younger, but acts like some experienced prostitute. There’s also Pallina, who’s easy and as dumb as her best friend and has a boyfriend name Pollo (which in Spanish translates into Chicken.”) And when I read half-paged description of male’s abs and two-pages worthy portraiture of one kiss, I can’t believe it was written by a man. And his knowledge of brands of women’s clothes is really worthy of admiration.

Maybe it is my aversion to romances that stands in the way to liking this book. Or just the way it was written (seriously, the guy could compete with Tolkien in the battle for descriptions, just with kisses instead of landscapes). But hells-bells, I couldn’t wait to finish it. And the reason was not my inner need to know what happens next. In fact, I didn’t give a damn about the end (which was really surprising and twisted, by the way). I don’t want to be the girl who hates 2003’s books, but well, I’ve read 1813’s books and I liked them, so whatever. Finishing, I just want to say that even tough I love Spanish men with nice asses (mrrr), I just couldn’t get over this one. And I seriously hope that I win this competition, so it will at least be worthy the torment I’ve gone through reading this book (AND watching a movie).

P.S. The English title is “Three Steps above Heaven”. It is the first book in Frederico Moccia’s romance series (as if someone cares).

P.P.S. IT. WASN’T. THERE.


Wydawnictwo: Muza

Strony: 344

Data wydania: 20 czerwca 2012

Tę recenzję dedykuję Oli. Stara, mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa, bo to przez Ciebie musiałam do tego wracać.

Step ma swój własny świat. Babi ma swój. Ludzie tacy jak on zwykle nie zadają się z osobami takimi jak ona. Ale zasady i zakazy to jedne z wielu rzeczy, które Stefano  Mancini ma gdzieś. W przeciwieństwie do Babi Gervasi, dobej uczennicy pewnej wysoko cenionej prywatnej szkoły. Jednakże, im dłużej przebywa ze Stepem, tym bardziej zapomina o zdrowym rozsądku i pozwala sobie kierować się czymś silniejszym. Spotykała się już z wieloma chłopakami, ale żaden z nich nie był jak Step. Step z kolei spał już z wieloma dziewczynami, ale żadna z nich nie sprawiała, że czuł to, co czuje przy Babi. Im bardziej się do siebie zbliżają, tym więcej barier muszą przełamać. Ale pewnego dnia, każde z nich będzie musiało zatrzymać się i zadać sobie pytanie: czy to wszystko jest warte zachodu?

Ta książka została oficjalnie wybrana jako lektura na drugi etap ważnego jak cholera konkursu z polskiego. Przeczytałam ją , bo musiałam. Ale to. Była. Masakra.

Zacznijmy od początku: typowy zły chłopiec spotyka typową grzeczną dziewczynkę, która z jakiegoś powodu wydaje mu się inna niż wszystkie (a jakże). Na początku trochę na siebie warczą, ale potem zakochują się w sobie na zabój i żyją długo i szczęśliwie po tym, jak on już pozbawia jej błony dziwiczej. Super. Ale czy ja tego skądś nie znam?

Dokładnie. Nawet ja, z moim wysoko ograniczonym doświadczeniem romansowym wiem, że to typowy romansowy kanon. Okay, książka mogła zostać napisana w 2003, kiedy wszyscy jeszcze wiedzieli, co to jest walk -man, ale serio, ludzie? To jest to, co wybraliście na wasz podobno prestiżowy konkurs? Kurde, przecież to nawet nie jest polska książka!

W sumie, to cała całość nie była aż taka zła. Już przyznałam się kiedyś do mojego syndromu uwielbienia dla złych chłopców, a ten ciemnooki Hiszpan na motocyklu i z fajnym brzuchem naprawdę do mnie przemawia, ale to wszystko. Babi jest tępa jak cholera, i ma jeszcze bardziej tępą siostrę, która, choć młodsza o rok, zachowuje się jak doświadczona prostytutka. Jest jeszcze Pallina, która okazuje się tak samo łatwa i tępa jak jej przyjaciółka i ma chłopaka o imieniu Pollo (co w hiszpańskim tłumaczy się na Kurczak). A kiedy czytam półstronny opis nagiego męskiego brzucha i dwustronne sprawozdanie z jednego pocałunku, ciężko mi wierzyć, że książkę napisał facet. A jego wiedza na temat marek damskich ubrań jest wprost zadziwiająca. 

Może to moja awersja do romansów stoi na drodze do polubienia tej książki. A może po prostu sposób, w jaki została napisana (serio, facet mógłby konkurować z Tolkienem w bitwie na opisy, z pocałunkami zamiast krajobrazów). Ale cholera, nie mogłam doczekać się końca. I nie, nie miało to nic wspólnego z wewnętrzną potrzebą poznania zaończenia. W zasadzie, to nie obchodziło mnie ono wcale (choć okazało się pokręcone i bardziej zaskakujące niż głupota Babi). Nie chcę zostać tą, która hejtuje książki z 2003, ale w sumie czytałam też książkę z 1813 i podobała mi się, więc no. Kończąc, chcę jeszcze dodać, że chociaż uwielbiam Hiszpanów z fajnymi tyłkami (mrrr), tego po prostu nie mogłam przeboleć. I naprawdę mam nadzieję, że wygram ten konkurs. Może to wynagrodzi mi mękę, przez jaką przeszłam czytając tę książkę (ORAZ oglądając film). 

P.S. W polskiej wersji książka nosi tytuł: “Trzy metry nad niebem”. Jest to 1. tom serii Federico Mocci (jakby to kogokolwiek obchodziło).

P.P.S. NIE. BYŁO. TEGO.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s