A vicious Sleeping Beauty / Koniec świata i jeszcze więcej

tqoatl.jpg

Warning: I would strongly advise to read this review only if you’ve read  The Queen of All that Dies and The Queen of Traitors first. I mean, decision is yours, but I am not responsible for all the spoilers this text contains. Just saying.

Published by: Lavabrook Publishing Group

Pages: 304

Release date: May 15th 2016

One hundred and four years of sleep is enough. After having been entombed inside of the Sleeper for over ten decades, Serenity finally wakes up. And apparently, not out of her own will. But there is no prince waking her up with a kiss. There are just soldiers and the undying king waiting for her, willing to do everything that’s in his power to get her back.

But what if she doesn’t want to go back to him?

Jesus f. Christ. That’s what I kept repeating inside my head over and over while reading this book. Before I start swooning over how amazing it was, I’d just like to point out that I’ve come back to blogging after… two months (?) for this particular book, so bathe in its awesomness.

Anyway, Laura Thalassa again managed to surprise me with even bigger dose of love, hate, death and action. Serenity wakes up only to find out that after 104 years, the war is still brewing on, and it’s nowhere near ending. Not to mention how pissed of she is after discovering her loving monster of a husband had locked her up against her will for over a century. I mean, they always had a bone to pick together, and their current situation doesn’t help their relation by any means.

But while Serenity slept, Montes was fully alive and functioning. Well, maybe not fully, since he admitted himself that his heart and his spirit were asleep along with his queen (how romantic, isn’t it?). Just this very words will have you pause and think: “Hey, the guy whom I’ve known from the last two books would never say anything like that!”. Exactly.

Montes is now a changed man. Still cruel, still vicious, but more compassionate and… humane. And much to Serenity’s dispair, he’s definitely a better being than he used to be.

Somehow, my godly guru in the person of our dear author managed to evolve the characters into better people without making them boring. Normally, when someone changes because of love they become tasteless and – sorry to say that – pathetic. But it isn’t like that with Montes. He’s still his old self – a stubborn bastard who makes inadequate innuendos on daily basis. It’s just that now he’s willing to lose a little part of himself just to give it to Serenity. Which, on the other hand, is something she cannot wrap her head around.

In this book, we are given a few types of war. This big one, between the East and the West, the inner ones – lead inside the characters and the interpersonal ones – which I consider the most interesting, because seriously, no one fights as well as Montes and Serenity do.

Without further prolonging – this book is an excellent finale of an excellent trilogy. I’m still in awe of Laura Thalassa’s writing (and planning) skills, because The Queen of all that Lives is not just a book. It’s a masterpiece created with great heart and care put into it. It surprises, it scares, it amuses – it makes you laugh and cry. You can’t possibly predict the end – hell, you can’t even predict what’s going to happen on the next page. And that’s what I love in it. It never stops. It never ends. It never fails to surprise. And, what’s most important – it stays with you forever, leaving you weeping and aching for more.

This is the book because of which I came back to reviewing after such long time. This is the book because of which I paused reading others beacuse they seem just too flat in comparison. This is the book which caused me to stop writing, because I’m just ashamed to grab a pen after what I’ve just read. And this is also the book that from now on is going to figure on top of my favorite books af all times. I loved it. I lived with it. And I hope you’re going to love it, too.


Uwaga: Nie radziłabym czytać tej recenzji osobom niezaznajomionym z The Queen of All that Dies i The Queen of Traitors. Decyzja jest Wasza, ale z góry uprzedzam: nie odpowiadam za zawarte w tekście spoilery. Tak tylko mówię.

Książka niewydana w Polsce (patrz: dane orygiału jak u góry)

Sto cztery lata snu to wystarczająco dużo. Po spędzeniu ponad dziesięciu dekad w sakrofagu, Serenity w końcu się budzi. I najwyraźniej nie ze swojej woli. Ale nie ma żadnego księcia budzącego jej pocałunkiem. Są tylko żołnierze i czekający na nią nieśmiertelny król, który nie cofnie się przed niczym, by ją odzyskać.

Ale co, jeśli ona nie chce być odzyskana?

Jezu Chryste. To właśnie powtarzałam w kółko w głowie, czytając tę książkę. Zanim zacznę się ślinić nad jej wspaniałością, chciałabym zauważyć, że wróciłam do bloga po… dwóch miesiącach (?) dla tej jednej książki, więc tońcie w jej cudowności.

W każdym razie, Laura Thalassa znów zdołała zaskoczyć mnie jeszcze większą dawką miłości, nienawiści, śmierci i akcji. Serenity budzi się po 104 latach, by odkryć, że wojna wciąż toczy się z pełnym impetem i wcale nie zmierza do końca. Nie wspominając o tym, jak wkurzona jest po odkryciu, że jej kochający potwór męża trzymał ją zamkniętą wbrew jej woli przez ponad wiek. To znaczy, zawsze mieli trochę na pieńku, a aktualna sytuacja nie pomaga ich relacji w żadnym stopniu.

Ale kiedy Serenity spała, Montes był w pełni żywy. No, może nie w pełni, skoro sam przyznał, że jego serce i duch spały razem z jego królową (takie to romantyczne, prawda?). Tylko te słowa sprawią, że zatrzymacie się i pomyślicie: “Hej, przecież facet, którego znam z ostatnich dwóch tomów nigdy nie powiedziałby czegoś takiego.” No właśnie. 

Montes jest odmienionym człowiekiem. Wciąż okrutnym, wciąż złośliwym, ale bardziej miłosiernym i… ludzkim. I, ku rozpaczy Serenity, jest zdecydowanie lepszym istnieniem niż kiedyś. 

W jakiś sposób, moje boskie guru w osobie naszej drogiej autorki udało się ewoluować bohaterów i zrobić z nich lepsze osoby, przy okazji nie czyniąc ich nudnymi. Zazwyczaj, kiedy ktoś zmienia się dla miłości, staje się mdły i – przykro mi, że to powiem – żałosny. Ale z Montesem tak nie jest. Wciąż jest swoim starym sobą – upartym draniem rzucającym nieodpowiednimi insynuacjami na porządku dziennym. Teraz po prostu jest zdolny poświęcić kawałek siebie i oddać go Serenity. Co z kolei okazuje się czymś, czego ona nie potrafi zrozumieć.

W tej książce mamy do czynienia z kilkoma typami wojny. Z tą wielką, pomiędzy Wschodem i Zachodem, tymi wewnętrznymi – prowadzonymi w umysłach bohaterów i tymi interpersonalnymi – które są dla mnie najciekawsze, bo, serio, nikt nie walczy tak jak robią to Motes i Serenity.

Bez dalszego przedłużania – ta książka to doskonały finał dla doskonałej trylogii. Wciąż jestem pod wrażeniem pisarskich (i planowych) umiejętności Laury Thalassy, bo The Queen of All that Lives to nie tylko książka. To arcydzieło stworzone z ogromną ilością serca i troski włożonej w jego pisanie. Ono zaskakuje, przeraża, rozbawia – sprawia, że śmiejesz się przez łzy. Nie można przewidzieć jej końca – nie można nawet domyślić się, co stanie się na następnej stronie. I za to właśnie ją kocham. Nigdy się nie zatrzymuje. Nigdy się nie kończy. Nigdy nie zawodzi. I, co najważniejsze, zostaje z Tobą na zawsze, sprawiając, że pragnie się więcej.

To książka, dla której wróciłam do recenzowania po tak długim czasie. To książka, przez którą byłam zmuszona wziąć przerwę w czytaniu, bo wszystkie inne książki wydawały się mdłe w porównaniu z nią. To książka, przez którą chwilowo przestałam czytać, bo jest mi wstyd nawet wziąć pióro do ręki po tym, co przeczytałam. To też książka, która od dzisiaj będzie figurować na szczycie mojej listy ulubionych książek wszech czasów. Kochałam ją. Żyłam nią. I mam nadzieję, że Wy też ją pokochacie.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s