Thorns and all / Nie ma róży bez kolców

ACOTAR.jpg

Published by: Bloomsbury Children’s

Pages: 416

Release date: May 5th 2015

Fae are bad. Fae are cruel. If you’re not careful enough, they will catch you and make you wish you were dead. That’s what Fayre (read: Fay-ruh) has been taught her whole life. But those are not just empty warnings or tales told to children to prevent them from misbehaving. Those are real stories based on blood-freezing actual events. No wonder Fayre fears (and hates) them with every fiber of her being. So what’s going to happen when she accidentally kills one of them and is forced to go to their land as a form of punishment?

In Prythian, the land of Fae and Fae only, everything is different than it seems and every step may be deadly.

Short synopsis: a few years back Fayre’s mother died and her father lost all their money. That left her and her two older sisters with literally nothing but themsleves. Despite being the youngest link, Fayre took her family’s survival upon herself. She dug out her bow and arrows, tought herself how to use them and did what was in her power to keep her loved ones from starving. Sounds familiar, doesn’t it?

Well, you’re not the only ones who think about Katniss Everdeen’s badass skills at the moment. Those two girls, despite living in completely different books and reality, share a smilar past. But here’s where the similarities end. So don’t worry – you won’t get the Hunger Games 2.0. At least not here.

Fayre is given the choice of: a) being killed at the spot, according to Fae’s saint rule ‘kill for the kill’, or b) go to Prythian, land of Fae, and live with the High Lord of the Summer Court. As expected (or not) Fayre chooses the lesser evil and agrees to join the mighty Tamlin in his journey home. But once they arrive, she becomes his prisoner, trapped within the borders of her enemies’ land. And even though she doesn’t like it, there’s no way for her to escape.

I have to admit, the first part of the book disappointed me. As Throne of Glass’s great fan, I expected ACOTAR to be something spectacular, something fantastic, something out of this world, something… well, more than I got. And yet, after all of my waiting for this one particular book I was rewarded with a crazy twist of Beauty and the Beast, Rapunzel and God knows what else. Not-so-outstanding female character trapped in a mansion with not-so-outstanding masked male character and his friend, doing nothing but wandering around the house and mewling over the fact that she has nothing better to do than wander around the house mewling or making an occasional journey into the woods, which, by the way, always ended with some kind of a desaster she has to be rescued from (guess by whom). And I think I won’t surprise anyone by saying that Fayre is not immune to the Stockholm’s syndrome and slowly starts feeling that incredible pull towards her hot-as-hell keeper. And the feeling’s not one-sided, I might add.

When I come to think of it, all I have in mind is: ‘Well, nothing special’. But the other part…

This book can be easily divided into two parts. The first, quite boring one, where Fayre is nothing more than a simpering damsel in distress giving in to the unknown feeling connecting her with the golden-haired Tamlin. And the second one – where her trapped badass nature finally resurfaces and we get to meet a completely new – and completely awesome – Fayre. Needless to say, the second part is where the real action begins.

I won’t tell you much (I don’t want to sell too much spoiler, after all). I’ll just say that a series of unfortunate events traps Fayre somewhere she doesn’t want to be. To get free, she has to complete three tasks – each one harder then the previous one – or simply solve one riddle given to her at the beginning of her trial. At this moment, my heart finally started beating faster with anticipation and I was actially looking forward to turning the page to see what was going to happen next – not because I had enough of Fayre’s lament.

We also get to know Rhysand – dark, and mysterious man made out of shadows, who follows Fayre in the wake of her misery. His violet eyes, sarcasm and charming personality made me literally drool all over the pages – and it had nothing to do with me being always hungry. And as Tamlin’s public enemy no. 1, I was more than happy to finally get some male character who didn’t make me want to punch him with his own book.

Summing up, yes, the book is worth reading. It might get a little boring at the beginning and it tooks a lot of time (and pages) for the action to begin, but once it does, oh boy, is it worth the waiting. I’m sorry for all the grumbling at the beginning – I hope I didn’t discourage you to read it, because it wasn’t my point at all (I just got a little caught up in being grumpy, as usual). The first part has its moments and does hold a few interesting events that light up the dark tunnel of Fayre’s desperate sighs and Tamlin’s… well, his everything (say whatever you want to say, I don’t like him). And then we have Rhys. He’s worth waiting for the whole series of books just to get one chapter with him in it. So hold on, don’t give up, be patient, and remember – love is the answer to everything.


Wydawnictwo: Uroboros

Strony: 524

Data wydania: 27 kwietnia 2016

Tłumaczenie: Jakub Radzimiński

Polski tytuł: Dwór cierni i róż

Fae są złe. Fae są okrutne. Jeśli nie będziesz wystarczająco ostrożny, złapią cię i sprawią, że będziesz błagał o śmierć. Oto czego Fayre (czyt: Fey-ruh) była uczona przez całe swoje życie. Ale to nie tylko puste przestrogi czy bajki opowiadane niegrzecznym dzieciom. To prawdziwe historie oparte na mrożących krew w żyłach zdarzeniach. Nic więc dziwnego, że Fayre boi się (i nienawidzi) ich z całego serca. Więc co się stanie, jeśli przez przypadek zabije jednego z nich i zostanie zmuszona do zamieszkania w ich krainie w ramach kary?

W Prythian, krainie zamieszkanej przez Fae i tylko Fae, nic nie jest takie, jak się wydaje, a każdy krok może być śmiertelny. 

Krótki fabułopis: parę lat wcześniej matka Fayre umarła, a jej ojciec stracił cały majątek. To zostawiło ją i jej dwie starsze siostry z niczym prócz siebie nawzajem. I pomimo bycia najmłodszym ogniwem, Fayre wzięła utrzymanie rodziny w swoje ręce. Wygrzebała łuk i strzały, nauczyła się ich używać i robiła co w jej mocy, by nie dać jej bliskim umrzeć z głodu. Brzmi znajomo, nie?

Nie, nie jesteście jedynymi, którzy w tym momencie myślą o czaderskich umiejętnościach Katniss Everdeen. Te dwie dziewczyny, pomimo życia w zupełnie innych książkach i rzeczywistości, łączy podobna przeszłość. Ale tu podobieństwa się kończą. Więc nie martwcie się – nie dostaniecie Igrzysk Śmierci 2.0. A przynajmniej nie tutaj. 

Fayre otrzymuje możliwość wyboru między: a) śmiercią na miejscu, wedle świętej zasady Fae ‘życie za życie’ lub b) wyjazdem do Prythian, krainy Fae, i zamieszkaniem z Wysokim Lordem Letniego Dworu. Jak się można było spodziewać (albo i nie), Fayre wybiera mniejsze zło i zgadza się towarzyszyć wielmożnemu Tamlinowi w jego podróży do domu. Ale kiedy docierają na miejsce, staje się jego więźniem zamkniętym w granicach krainy jej największych wrogów. I pomimo tego, że tego nie chce, nie ma żadnej możliwości ucieczki. 

Muszę przyznać, że pierwsza połowa książki bardzo mnie zawiodła. Jako wielka fanka Szklanego Tronu, sądziłam, że DCiR okaże się czymś spektakularnym, czymś wielkim, czymś nie z tego świata, czymś… cóż, więcej niż było. A jednak, pomimo mojego długiego wyczekiwania na tę jedną, jedyną książkę, dostałam jakąś dziwną mieszaninę Pięknej i Bestii, Roszpunki i Bóg wie czego jeszcze. Taka-s0bie bohaterka uwięziona w pałacu z takim-sobie bohaterem w masce i jego przyjacielem, nie robiąca nic poza snuciem się po korytarzach i rozpaczaniem nad faktem, że nie ma do roboty nic lepszego niż snucie się po korytarzach i rozpaczanie albo okazyjnie robiąca wypad do lasu, który, tak na marginesie, zawsze kończył się jakąś tragedią, z której musiała być ratowana (zgadnijcie przez kogo). I myślę, że nie zaskoczę nikogo, kiedy powiem, że Fayre nie jest odporna na syndrom sztokholmski i powoli zaczyna odczuwać ten niesamowity pociąg w kierunku jej nieziemsko przystojnego oprawcy. Dodam jeszcze, że to uczucie nie jest jednostronne. 

Kiedy tak sobie o tym myślę, do głowy przychodzi mi tylko: ‘Cóż, nic specjalnego‘. Ale druga część…

Tę książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza, nudnawa, gdzie Fayre odstawia Wenezuelę i zgrywa damę w opałach poddającą się temu nieznanemu uczuciu łączącym ją ze złotowłosym Tamlinem. I ta druga – gdzie jej uwięziona drapieżna natura w końcu wygrzebuje się na powierzchnię, a my poznajemy całkiem nową – i całkiem świetną – Fayre. Bez dwóch zdań – druga połowa to miejsce, gdzie zaczyna się prawdziwa akcja. 

Nie powiem Wam wiele (w końcu nie chcę sprzedać zbyt wiele spoilerów). Zdradzę tylko, że seria niefortunnych zdarzeń sprowadza Fayre do miejsca, w którym nie chce być. Aby się wydostać, musi wykonać trzy zadania – każde trudniejsze od poprzedniego – lub rozwiązać jedną zagadkę zadaną jej przed rozpoczęciem próby. W tym momencie moje serce w końcu zaczęło bić szybciej w oczekiwaniu, a ja naprawdę chciałam przewrócić kartkę, by dowiedzieć się, co stanie się na następnej stronie, nie dlatego, że nie mogłam dłużej słuchać lamentu Fayre. 

Poznajemy też Rhysanda – mrocznego, tajemniczego mężczyznę stworzonego z cieni, który towarzyszy Fayre w jej niedoli. Jego błękitne oczy, sarkazm i czarująca osobowość sprawiły, że śliniłam się na kartki – i nie miało to nic wspólnego z moim nigdy nieustającym głodem. I jako publiczny wróg numer 1 Tamlina, cieszyłam się, że w końcu dostałam męskiego bohatera, którego nie miałam ochoty zatłuc jego własną książką. 

Podsumowując, tak, ta książka jest warta przeczytania. Może i jest dość nudna na początku i zawiązanie akcji zajmuje sporo czasu (i stron), ale kiedy wszystko już przyspieszy, wierzcie mi, warto jest czekać. Przepraszam za tyle marudzenia na początku – mam nadzieję, że nie zniechęciłam Was całkiem, bo nie o to mi chodziło (po prostu za bardzo wciągnęło mnie bycie krytycznym bucem, jak zwykle). Pierwsza połowa miewa swoje momenty i skrywa parę ciekawych zdarzeń, które rozświetlają ciemny tunel rozpaczliwych jęków Fayre i… wszystkiego Tamlina (mówcie co chcecie, nie lubię go). A potem jest Rhys. On sam jest wart czekania całą serię książek tylko po to, by otrzymać jeden rozdział z jego osobą. Więc trzymajcie się, bądźcie cierpliwi, nie poddawajcie się i pamiętajcie – miłość jest odpowiedzą na wszystko. 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s