New book, new horizons / W nowej odsłonie

acomaf

Warning: I would strongly advise to read it only if you’ve read A Court of Thorns and Roses first. This review contains some major spoilers that would ruin all the fun for those who planned to read the first book and haven’t yet done it for some reason. And trust me, you do want to read the first part first. 

Published by: Bloomsbury USA Children’s

Pages: 640

Release date: May 3rd 2016

Fayre gained her happily ever after with her one and only true love, Tamlin, the High Lord of the Summer Court. But the Cauldron has other plans for them. Because on that one day that is about to unit them forever, a sudden change of plans irreversibly complicates both of their lives. After that one feral day, Fayre is thrown into the brutal world of Fea’s politics, negotiations and brewing war. But to face the challenges thrown upon her from the outside, she mist first win the battle within herself and get past the issues haunting her day and night. All at once trying not to loose her human heart that still beats inside her now immortal body.

Soo, Fayre gets married. Yaaaay.

Haha. No.

For my beloved Rhysand chooses the exact moment of her wedding to call in his bargain he’d made with her some time ago. And let me tell you, never have I been more happy reading a book than in this glorious moment. But let’s start from the beginning, shall we?

As we remember, (or not), Fayre promised Rhys one week of her life every month in exchange for his help back Under The Mountain. And because the High Lord of the Night Court is just about as fond of her relationship with Tamlin as I am, he decides to crash the party and snatch her away from her husband-to-be and into his own land. Yay.

He also takes upon himself the mission of fighting Fayre’s illiteracy and teaching her how to protect her mind from him, because, let us not forget, these two are now connected with the bond which had formed when Rhys brought her back to life (and if someone somehow didn’t listen to me and decided to read this review in spite of my spoiler alert, then this is this major spoiler I’ve been warning you against). And, unlike Rhys, Fayre is not exactly happy with his good intentions of helping her. At least not at the beginning.

But life as an immortal isn’t easy for Fayre. She’s still hunted by nightmares of what she had gone through and the things she has seen Under The Mountain.  She also struggles hard to control her powers gained in the moment of her resurrection. And even though Rhys is willing to do what’s in his power to help her, some things she just has to deal with alone.

But the more time she spends with Rhys, the more she starts to see how… similar they are. Just like her, he was kept under Amarantha’s control and trapped Under The Mountain. But unlike her, he suffered there for almost five decades, gaining the disgraceful name of Amarantha’s whore. And the better she gets to know him, the better she understands that him, just like her, is haunted by the dark memories of his long, long time spent in that cruel prison.

In this book, we get introduced to many new characters – Rhys’s friends, – who are just as awesome as him. Okay, mabe not that awesome, but you know what I meant. They don’t suck nearly as much as Tamlin. Not that it’s some great achievement, though. No one sucks as much as Tamlin. Even Amarantha.

Summing up: as much as I criticized the first book in the series, I just loved this one. Less Tamlin, more Rhysand, new badass characters, more action and our dear Fayre who is finally not afraid to be herself. And what a self it is. In this one, Sarah J. Maas gave back everything she denied us in ACoTaR and much, much more. She gave us pain, she gave us feels and a story worth remembering.

Now I just have to wait another year for the third book. Sigh.


 Uwaga: Radziłabym czytać tę recenzję tylko, jeśli przeczytaliście wcześniej Dwór cierni i róż. Zawiera ona kilka dość dużych spoilerów, które mogłyby zepsuć zabawę tym, którzy chcieliby przeczytać pierwszy tom, ale z jakiegoś powodu jeszcze tego nie zrobili. A wierzcie mi, chcecie przeczytać tę książkę. Naprawdę. 

 Książka jeszcze niewydana w Polsce (patrz: dane oryginału jak wyżej).

Fayre w końcu żyje długo i szczęśliwie ze jedną jedyną miłością swojego życia, Tamlinem, Wysokim Lordem Letniego Dworu. Ale los ma dla nich inne plany. Bo w ten jeden dzień, który miał zjednoczyć ich na zawsze, nagła zmiana planów nieodwracalnie komplikuje ich życie. I po tym jednym, feralnym dniu, Fayre zostaje pochłonięta przez brutalny świat polityki, układów i szykującej się wojny fae. Ale by zmierzyć się z wyzwaniami narzuconymi na nią z zewnątrz, dziewczyna musi najpierw stoczyć wewnętrzną walkę ze swoimi własnymi demonami, nawiedzającymi ją w dzień i w nocy. Przy okazji próbując nie stracić swojego wciąż ludzkiego serca bijącego w jej nieśmiertelnym ciele. 

Więęęęc, Fayre wychodzi za mąż. Jeeeej.

Haha. Nie.

Bo mój ukochany Rhysand wybiera właśnie moment jej ślubu, by przypomnieć o umowie, którą zawiązał z Fayre jakiś czas temu. I powiem Wam, że nigdy nie byłam tak szczęśliwa, czytając książkę niż w tym chwalebnym momencie. Ale zacznijmy od początku.

Jak pamiętamy (lub nie), Fayre obiecała Rhysowi jeden tydzień swojego życia co miesiąc w zamian za pomoc pod Górą. A ponieważ Wysoki Lord Nocnego Dworu jest prawie tak wielkim fanem związku Fayre z Tamlinem jak ja, decyduje się zepsuć imprezę i wykraść ją z objęć jej niedoszłego męża, wprost do jego własnego królestwa. Jej.

Postanawia też wziąć w swoje ręce zwalczanie analfabetyzmu Fayre i nauczenie jej odcinać swój umysł od jego, bo nie zapominajmy, że tę dwójkę łączy więź, która uformowała się, kiedy Rhys przywrócił ją do życia (i jeśli ktoś z jakiegoś powodu nie posłuchał mojego antyspoilerowego ostrzeżenia, to tak, to jest ten wielki spoiler, o którym mówiłam). I w przeciwieństwie do Rhysa, Fayre nie jest nieskończenie zadowolona z okazywanej jej pomocy. A przynajmniej nie na początku.

Ale nieśmiertelne życie nie jest dla niej łatwe. Wciąż nawiedzają ją koszmary o rzeczach, których doświadczyła i których była świadkiem pod Górą. Uczy się też kontrolować swoje moce, nabyte w momencie zmartwychwstania. I pomimo tego, że Rhys gotowy jest zrobić wszystko, co w jego mocy, by jej w tym pomóc, z niektórymi rzeczami musi zmierzyć się sama. 

Im więcej czasu spędza z Rhysem, tym lepiej zaczyna dostrzegać, jak… podobni do siebie są. On, tak jak i ona, był trzymany pod kontrolą Amaranthy i uwięziony pod Górą. Ale on, w przeciwieństwie do niej, spędził tam pięć dekad, zyskując niechlubne miano amarantowej dziwki (serio nie wiem, czy to się tak tłumaczy, ale wszyscy wiedzą, o co chodzi, a tak to brzmi po prostu lepiej). I im lepiej Fayre poznaje Rhysa, tym bardziej rozumie, że jego, tak jak i ją nawiedzają ciemne wspomnienia długiego, długiego czasu spędzonego w tym okrutnym więzieniu. 

W tej książki zostajemy zapoznani z wieloma nowymi postaciami – przyjaciółmi Rhysa, – którzy są tak świetni jak on. No dobra. Może nie aż tak świetni, ale wiecie, o co chodzi. Po prostu nie są tak beznadziejni jak Tamlin. Nie żeby to było jakieś wielkie osoiągnięcie. Nikt nie jest tak beznadziejny jak Tamlin. Nawet Amarantha. 

Podsumowując: tak, jak narzekałam na poprzedni tom, tak w tym jestem po prostu zakochana. Mniej Tamlina, więcej Rhysanda, nowi czaderscy bohaterowie, więcej akcji i nasza droga Fayre, która w końcu nie boi się być sobą. I to jaką sobą. W tym tomie, Sarah J. Maas oddała nam wszystko, czego nie otrzymaliśmy w poprzednim i znacznie, znacznie więcej. Dała nam ból, dała nam uczucia i historię wartą zapamiętania.

Teraz muszę już tylko czekać rok na premierę następnej części. Eh. 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s