Something random / Z innej beczki

image

Okay, so this one doesn’t really have anything to do with reviewing books, but it makes me smile whenever I look at it, so I thought I would share. It’s so much true that I. Just. Had to.

P.S. For all that are interested, here is a link to my wattpad account. Maybe you’ll find my scribbling enjoyable 🙂

Może niewiele ma to wspólnego z recenzjami, ale kiedy na to patrzę, nie mogę przestać się uśmiechać, więc stwierdziłam, że się podzielę. To jest tak prawdziwe, że po prostu. Musiałam.

P.S. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to podrzucam linka do mojego konta na wattpadzie. Może komuś spodobają się moje inne bazgroły 🙂

Advertisements

A fish, a man, and a dream / O rybaku, który łowił marzenia

tomats

Published by: Scribner

Pages: 132

Release date: June 10th 1996 (first published 1952)

Sometimes, we just don’t want to accept some things. Each one of us has some weakness we can’t get over. For Santiago, this thing is his old age. Despite his white hair and wrinkles, he still feels like a young man and is about to prove it by catching a huge marlin – a fish of extraordinary size. He won’t give up when his hands start to bleed. He won’t give up when the common sense tells him to stop. He won’t give up when he thinks he can’t take it any longer. Because if he fails this fight, he will fail all his life. And that’s something that just cannot happen.

Some might say that writing a review of this book is unnecesary. After all, all we have to know is in the title. The Old Man and the Sea. Because that’s what it is. A book about an Old Man and the Sea. The only difference is that it’s not just any man. It is the man. And he deserves attention.

Santiago is old. No one can deny it, looking at his white hair, slight frame, or the spiderweb of wrinkles on his face. Everything about him was old except his eyes and they were the same color as the sea. And these are those eyes that hold his soul. Young and strong and unbreakable. Such eyes can’t belong to an old man.

My friend’s teacher told her students that they shouldn’t read TOMatS, because it’s the most boring book in the world. And I’m not sorry when I’m saying that this woman is stupid. Yes, it might be a book where all that happens is a man catching a fish through over a hundred pages, and yes, it might get a little long somethimes, but telling students that one of the greatest works of one of the greatest writers known to the world is simply an idiocy. Not to say sacrilage.

Reading this book is sort of like reading The Little Prince. We can’t take it literally. Just like the fox is the definition of frienship and the desert the allegory of loneliness, every piece of The Old Man and the Sea symbolizes something. We just have to be sensitive enough to find it, and wise enough to understand it. Just then will we be able to get the real message the author wanted to send us.

Those three days of Santiago’s life are a story about human’s perservance, stubborness, and most of all, refusal to give up one’s dreams. It shows us that sometimes, it’s worth to keep going, even when the whole world tells us differently. Some dreams aren’t worth giving up, and that’s something we tend to forget. This is the book for all that have somehow lost faith, motivation or used word ‘impossible’ one time too much. Reading it helps getting back on track, and reminds us that when we want something badly enough, we will get it if we work hard enough. Cause a man is not made for defeat, after all.


Wydawnictwo: Muza

Strony: 104

Data wydania: 24 kwietnia 2007

Tłumaczenie: Bronisław Zieliński

Polski tytuł: Stary Człowiek i Morze

Czasami po prostu nie chcemy zaakceptować pewnych rzeczy.Każdy z nas ma jakąś słabość, z którą nie może się pogodzić. Dla Santiago, ta rzecz to jego wiek. Pomimo jego białych włosów i zmarszczek, ciągle czuje się jak młody mężczyzna, co udowodni, łowiąc potężnego marlina – rybę o nadzwyczajnych rozmiarach. Nie podda się nawet, gdy jego ręce zaczną krwawić. Nie podda się, gdy rozsądek rozkaże mu przestać. Nie podda się, kiedy będzie mu się wydawało, że nie zniesie więcej. Bo jeśli przegra tę walkę, przegra całe swoje życie. A to coś, co po prostu nie może się wydarzyć.

Ktoś mógłby powiedzieć, że pisanie recenzji tej książki jest niepotrzebne. Przecież wszystko, co musimy znać, to tytuł. Stary człowiek i morze. No bo właśnie o tym jest ta książka. O starym człowieku i morzu. Ale to nie byle jaki człowiek. ten człowiek to Santiago. I zasługuje na uwagę.

Santiago jest stary. Nikt nie może temu zaprzeczyć, patrząc na jego białe włosy, podstarzałą posturę czy pajęczynę zmarszczek na twarzy. Wszystko w nim było stare prócz oczu, które miały tę samą barwę co morze i były wesołe i niezłomne. I to właśnie oczy są zwierciadłem jego duszy. Młode i silne, i niezłomne. Takie oczy nie mogą należeć do starego człowieka.

Nauczycielka mojej koleżanki powiedziała uczniom, że nie powinni czytać SCiM, bo to najnudniejsza książka na świecie. I nie jest mi przykro, kiedy mówię, że ta kobieta jest głupia. Tak, może i jest to książka, w której facet przez ponad 100 stron łowi jedną rybę, i tak, może się czasami troszeczkę dłużyć, ale mówienie uczniom, że jedno z największych dzieł jednego z największych pisarzy znanych ludzkości jest nudna, to czysty idiotyzm. Żeby nie powiedzieć świętokradztwo.

Czytanie tej książki przypomina trochę czytanie Małego Księcia. Nie można jej brać dosłownie. Tak jak lis stanowi uosobienie przyjaźni, a pustynia jest alegorią samotności, każdy kawałek Starego człowieka i morze coś symbolizuje. Musimy po prostu być na tyle wrażliwi, by te symbole znaleźć i wystarczająco inteligentni, by je zrozumieć. Dopiero wtedy i tylko wtedy będziemy w stanie odebrać prawdziwy przekaz tej książki.

Te trzy doby z życia Santiago to historia ludzkiej wytrwałości, uporu, a przede wszystkim, odmowy poddania się w drodze do spełniania marzeń. Pokazuje nam, że czasem warto iść dalej, nawet jeśli cały świat mówi nam inaczej. Z niektórych marzeń nie powinno się rezygnować, a to coś, o czym często zapominamy. To książka dla wszystkich, którzy w jakiś sposób stracili wiarę albo motywację, lub użyli słowa ‘niemożliwe’ o jeden raz za dużo. Przeczytanie jej pomaga wrócić na dobrą drogę i przypomina, że jeśli pragniemy czegoś wystarczająco mocno, zdobędziemy to, jeżeli starczy nam sił, by na to zapracować. W końcu człowiek nie jest stworzony do klęski.

 

And another disaster / Kolejna konkursowa męczarnia

bif.jpg

Published by: Harper

Pages: 470 (pfff)

Release date: October 25th 2010 (first published March 2nd 2010)

Warning: This review contains some bad words and a very subjective point of view. People with weaker nerves or high sense of morality might find it hard to stand or inappropriate.

Sam Kingston is a rebel. She wears  too short skirts, too high heels and usually nothing more. She is convinced that the world is hers – hers and her friends’. Their life is simple, fun and amazing. Until it it ends.

Okay, before I start complaining, I will try to explain the plot of the book with as little sarcastic comments as possible. The general idea is that Sam dies in the first chapter and lives the day of her death seven times (it’s a Valentine’s Day, go figure). This strange thing is supposed to make her a better person, think about the sense of life that has already ended and save as many people as she can. Eventually, she learns how to be nice, stop being a bitch and make everyone happy, hallelujah.

There. Now I can start being sarcastic.

Samantha Kingston is the stupidest book heroine I have ever met (and I’ve read Marked and I’ve suffered through 1/3 of Fifty Shades of Gray, so that says something). She is even more stupid than Babi (Three Meters above Heaven). I don’t even know how long it takes her to realize that she should do something differently and move her anorectic ass to make someone’s life better. But as it turns out she is even more stupid than I thought, because her great renovation ends up with her almost sleeping with her Maths teacher on her desk. A God-damned desk. 

Here we have to deal with yet another girl whose biggest life ambition is losing her virginity with a guy who is (surprise!) as whorish as she is stupid. Before I Fall made me question our ministry of education’s value system, because, seriously, what is this book supposed to teach us? (I won’t even mention the fact that AGAIN it was removed from the competition’s list of lectures and AGAIN I got to know about it after I’d read it).

I am doubly disappointed, because I’ve read Lauren Oliver’s Delirium and I liked it. I don’t know what happened and how she went from creating a character like Lena – strong and independent to giving life to Sam – bitchy and dumb as hell. (Okay, now I do realize that BIF was written a year before Delirium, but the contrast is still shattering.) And when normally I don’t mind girls being bitches, here I had an irresistible urge to throw the book against the wall over and over. And I never do such things to books.

The only good thing is that I got a permission to burn this book after I’m done reading, so if anyone’s interested, I invite you to a ceremonial campfire 😀


 

Wydawnictwo: Moondrive / Otwarte

Strony: 384 (pfff)

Data wydania: 3 czerwca 2015

Tłumaczenie: Mateusz Borowski

Polski tytuł: 7 Razy Dziś

Uwaga: Poniższa recenzja zawiera trochę brzydkich słów i bardzo subiektywny punkt widzenia. Osoby ze słabymi nerwami lub wysokim poczuciem moralności mogą uznać ją za trudną do zniesienia lub niewłaściwą. 

Sam Kingston jest buntowniczką. Nosi za krótki spódniczki, za wysokie obcasy i zwykle nic oprócz tego. Jest przekonana, że świat należy do niej – niej i jej przyjaciółek. Ich życie jest proste, zabawne i fantastyczne. Dopóki się nie kończy. 

Okay, zanim zacznę narzekać, postaram się wyjaśnić fabułę książki z jak najmniejszą ilością sarkastycznych komentarzy, jak to tylko możliwe. Ogólny zamysł jest taki, że Sam umiera w pierwszym rozdziale i przeżywa dzień swojej śmierci 7 razy (a to, wyobraźcie sobie, Walentynki). To dziwne zdarzenie ma na celu zrobić z niej lepszą osobę, skłonić do zastanowienia się nad sensem życia i pomocy tylu osobom, ilu zdoła. W końcu uczy się jak być miłą, przestać być suką i pomagać innym, alleluja. 

Proszę. Teraz mogę już być sarkastyczna.

Samantha Kingston jest najgłupszą książkową bohaterką, z jaką miałam do czynienia (a czytałam Naznaczoną i przebrnęłam przez 1/3 Pięćdziesięciu Twarzy Greya, więc to coś znaczy). Jest nawet głupsza niż Babi (Trzy Metry nad Niebem). Nawet nie wiem, ile zajmuje jej zrozumienie, że powinna coś zrobić inaczej, ruszyć swój anorektyczny tyłek, żeby polepszyć komuś życie. Ale, jak się okazuje, jest nawet głupsza niż myślałam, bo jej wielka renowacja kończy się z nią niemalże śpiącą ze swoim nauczycielem matematyki na biurku. Na przeklętym biurku.

Mamy tu do czynienia z kolejną dziewczyną, której największą życiową ambicją jest utrata dziewictwa z gościem, który (niespodzianka!) jest tak dziwkowaty jak ona głupia.  (Nie wspomnę już nawet o fakcie, że ZNOWU wycofano tę lekturę z kanonu i ZNOWU dowiedziałam się o tym już po fakcie). 

Jestem podwójnie zawiedziona, bo czytałam Delirium Lauren Oliver i podobało mi się. Nie wiem, co się stało i jak autorka przeszła od kreowania bohaterki jak Lena – silnej i niezależnej do podarowania życia Sam – głupiej i zdzirowatej. (Okay, teraz już zdaję sobie sprawę z tego, że 7RD zostało napisane rok przed Delirium, ale kontrast i tak jest widoczny). I kiedy normalnie nie mam nic do dziewczyn będących sukami, tutaj miałam obezwładniającą chęć rzucenia tą książką o ścianę raz za razem. A ja nigdy nie robię tego z książkami.

Jedyna dobra rzecz jest taka, że otrzymałam oficjalne pozwolenie na zniszczenie tej książki po tym, jak już ją przeczytam, więc jeśli są tu jacyś zainteresowani, to zapraszam na ceremonialne ognisko 😀

 

 

No more Serenity / Chwila zapomnienia

tqot.jpg

Warning: I would strongly advise to read this review only if you’ve read  The Queen of All that Dies first. I mean, decision is yours, but I am not responsible for all the spoilers this text contains. Just saying.

Published by: Lavabrook Publishing Group

Pages: 232

Release date: January 15th 2016

She married the king. Became the queen. Lost her mother, father and a best friend. In a matter of weeks she became the most important – and the most hated – woman in the world.

What a shame she cannot remember any of it.

Serenity founds herself back underground. All she knows is her name and what her captors told her – that she is the wife of the most powerful man in this world. She was kidnapped and hidden out of his reach. But deep down she knows that this won’t stop her husband from coming for her. Not the man who clawed his way onto the top by killing millions. Not the man who always gets what he wants. The question is: does she want him, the man whom she doesn’t remember, but whom she fears nonetheless, to find her and bring her memories back? Or else – does she even have a choice?

I have one word to sum up the sequel of one of my favorite books: strange.

Everything in this book is supposed to surprise. There are many plot twists that really just make you raise your eyes from the book and say: “Oh no”. I can’t tell you much (God, there are so many things to spoil), but I will tell you one thing: This. Book. Leaves. Your. Mind. Blown.

Seriously. There is so much going on that it’s hard to believe that the author managed to keep it all in one book. Because I would need a whole trilogy for it. And it is supposed to have one more tome. I really don’t want to know what she plans on putting there. I think I don’t want to.

Serenity’s and Montes’s love-hate relation improves. In both ways. Although she would never admit it, Serenity finally starts to give in. Her emotions are still complicated, but she threatens her husband with death less often than in the previous book. And Montes for once starts to act like an actual human being, who feels, cares and even loves, so that’s something.

I really love the thread of Serenity’s sickness. It will probably sound like I’m disturbed, but the motive of a dying heroine fascinates me. I like its originality and the way it influences the rest of the plot. And it does influence the rest of the plot. A lot.

The one thing I didn’t like about this book was its ending. It was too extended and took too much time. The general way of finishing the book wasn’t bad (it kind of had to end this way, too), but I didn’t like the way the author described it. I think I won’t surprise anyone when I say that, just like in the previous one, this tome ends with a cliffhanger, but it takes waaaaaay too much time to get to the actual sentence that makes your eyes widen and your jaw hang open.

I know that this review isn’t as extended as the previous one (although it’s longer, sorry), but I liked the sequel, too.The thing is, I can’t really find a way to tell you about all the things I liked without spoiling half of the book. (Which, of course, I have no intention of doing). But my general opinion is positive. All I can do right now is to tell you to read it and promise you won’t regret. Because the only thing I regret is seeing the release date of the next tome.


Uwaga: Nie radziłabym czytać tej recenzji osobom niezaznajomionym z The Queen of All that Dies. Decyzja jest Wasza, ale z góry uprzedzam: nie odpowiadam za zawarte w tekście spoilery. Tak tylko mówię.

Książka niewydana w Polsce (patrz: dane orygiału jak u góry)

Poślubiła króla. Została królową. Straciła matkę, ojca i najlepszego przyjaciela. W ciągu paru tygodni stała się najważniejszą – i najbardziej znienawidzoną – kobietą na świecie.

Jaka szkoda, że nic z tego nie pamięta. 

Serenity wraca pod ziemię. Wszystko, co wie, to jak ma na imię i to, co powiedzieli jej porywacze – że jest żoną najpotężniejszego człowieka na tym świecie. Została porwana i trzymana poza jego zasięgiem. Ale w głębi serca wie, że to nie powstrzyma jej męża od odzyskania jej. Nie człowieka, który wywalczył swoją drogę na szczyt zabijając miliony. Nie mężczyznę, który zawsze dostaje to, czego chce. Pytanie brzmi: Czy Serenity chce, by mężczyzna, którego nie pamięta, ale którego boi się mimo wszystko, znalazł ją i przywrócił jej wspomnienia? Albo inaczej: czy ona w ogóle ma jakiś wybór?

Jest jedno słowo, którym mogę określić całą tę książkę: dziwne.

Wszystko w tej książce ma dziwić. Jest wiele zwrotów akcji, które sprawiają, że podnosisz oczy znad książki i mówisz: “O nie”. Nie mogę zdradzić wiele (Boże, jest tyle rzeczy, które mogłabym zaspoilerować), ale powiem Wam jedno: Ta. Książka. Niszczy. Mózg.

Serio. Tyle rzeczy sie tam dzieje, że ja nadal nie wiem, jakim cudem autorce udało się upchnąć to wszystko w jednej książce. Mnie ten jeden tom zająłby osobną trylogię. A ma wyjść jeszcze jeden tom. Ja nie wiem, co ona chce tam wymyślić. Chyba nie chcę wiedzieć.

Miłosno-nienawistna relacja Montesa i Serenity rozwija się. WW obu kierunkach. Serenity nigdy tego nie przyzna, ale w końcu zaczyna ulegać. Jej emocje nadal są skomplikowane, ale grozi mężowi śmiercią zdecydowanie rzadziej niż w poprzednim tomie. A Montes nareszcie zaczyna zachowywać się jak istota ludzka, która czuje, troszczy się, a nawet kocha. A to już jest coś.

Naprawdę podoba mi się wątek choroby Serenity. To prawdopodobnie zabrzmi, jakbym była psychiczna, ale fascynuje mnie motyw umierającej bohaterki. Lubię oryginalność pomysłu i sposób, w jaki oddziałowuje na resztę fabuły. A oddziałowuje. Bardzo. 

Jedyna rzecz, jaka mi się w tej książce nie podobała to jej zakończenie. Ciągnęło się jak makaron i zabrało za dużo czasu. Sam sposób zakończenia nie był zły (w pewnym sensie nie było innej opcji), ale nie spasowało mi to, jak go poprowadzono. Chyba nie zdziwę nikogo, jeśli powiem, że tak jak poprzedni tom, ten również kończy się cliffhangerem (w sensie zaskakująco). Ale doczołganie się do tego jednego ostatniego zdania, które przyprawia o wytrzeszcz oczu i zwis swobodny dolnej szczęki, zajmuje staaanooowczooo zbyt wiele czasu. 

Wiem, że ta recenzja nie jest tak rozwinięta jak poprzednia (chociaż zdecydowanie dłuższa, przepraszam), ale ten tom też mi się podobał. Po prostu ciężko mi znaleźć sposób przekazania wszystkiego, co ważne bez zaspoilerowania połowy książki. (Bo tego bardzo nie chce robić). Ale moja generalna opinia jest pozytywna. Wszystko, co mogę teraz zrobić to powiedzieć Wam, żebyście ją przeczytali i obiecać, że nie będziecie żałować. Bo jedyne czego ja żałuję to zobaczenie daty wydania trzeciego tomu.

A definition of having / O Harrym, ale nie Potterze

thahn

Published by: Scribner Book Company NY

Pages: 176

Release date: July 6th 1999

Harry Morgan is a fisherman. He has a boat, respect and many years’ experience. But the times are hard and fishing alone can’t maintain him, his wife and three daughters. In the time of crisis, Harry takes every chance he gets. That’s why one night, he agrees to smuggle a few Chinese men between Cuba and Key West. This episode changes his life forever. In his desperation, he can no longer be an honest fisherman. He has to endanger his position and life in attempt to earn a living by smuggling illegal products on his beloved boat. But what he does has to remain a secret. Because once his scams come out to the light of day, he will loose everything.

This is the first Hemingway’s book I’ve read. It introduced me to the author’s strict, sedate style. But it also made me fall in love with this man’s creation. He became one of my favorite authors – not only in the classical field, but in general, too.

As all of Hemingway’s books, this one is written with journalist’s precision – curtly, briefly and in topic. The author doesn’t dwell on Harry’s feelings, his problems or, most of all, his misery. He shows his situation the way it is, without beating round the bush. It is entirely different from what I am used to, but it’s not unpleasant, either. It taught me to keep distance from some things and concentrate mostly on the plot, not the character’s internal dialogue.

As a fisherman’s story, most of the action takes place by the sea. Hemingway doesn’t share Tolkien’s love for long descriptions, but somehow, with just a few short sentences, he managed to make me feel like I was there. I swear that reading it, I could stop for a minute or two, close my eyes, and feel the fresh breeze on my face and the salty smell of sea in the air. It was beautiful and magical – although during the whole book you can’t find even a slightest trace of magic.


Wydawnictwo: Muza

Strony: 231

Data wydania: październik 1999

Tłumaczenie: Krystyna Tarnowska

Harry Morgan jest rybakiem. Ma kuter, szacunek i wieloletnie doświadczenie. Ale czasy są ciężkie i samo rybołówstwo nie jest w stanie utrzymać jego, jego żony i trzech córek. W dobie kryzysu Harry chwyta każdą szansę, która wpadnie mu w ręce. Dlatego jednej nocy zgadza się przewieźć grupę Chińczyków pomiędzy Kubą a Key West. To wydarzenie zmienia jego życie na zawsze. W swojej desperacji, Harry nie może być już uczciwym rybakiem. Musi zaryzykować swoją pozycję i życie w próbie zarobienia na szmuglowaniu nielegalnych produktów na jego ukochanym statku. Ale to, co robi, musi pozostać tajemnicą. Bo kiedy jego przekręty wyjdą na światło dziennie, Harry straci wszystko.

To pierwsza książka Hemingwaya, jaką przeczytałam. Zapoznała mnie z szorstkim, twardym stylem tego autora. Ale też sprawiła, że zakochałam się w jego twórczości. Stał się jednym z moich ulubionych pisarzy – nie tylko na polu klasycznym, ale i ogólnie.

Jak wszystkie książki Hemingwaya, ta także została napisana z dzienniarską precyzją – krótko, zwięźle i na temat. Autor nie rozwodzi się nad uczuciami Harrego, nad jego problemami i, przede wszystkim, jego cierpieniem. Ukazuje jego sytuację taką, jaką jest, bez owijania w bawełnę. Ten punkt widzenia całkowicie różni się od tego, do jakiego jestem przyzwyczajona. Nie jest on jednak nieprzyjemny. Nauczył mnie trzymać dystans do pewnych rzeczy i koncentrować się głównie na fabule, nie wewnętrznym monologu bohatera.

Jako że to historia rybaka, większość jej akcji związana jest z morzem. Hemingway nie podziela Tolkienowskiego zamiłowania do przydługich opisów, ale w jakiś sposób, za pomocą tych kilku krótkich zdań, udało mu się sprawić, że poczułam się tak, jakbym tam była. Przysięgam, że czytając tę książkę, mogłam zatrzymać się na minutkę lub dwie, zamknąć oczy i poczuć tę chłodną bryzę na twarzy oraz słony zapach morza unoszący się w powietrzu. To było piękne i magiczne – nawet jeśli w całej powieści nie znajdziecie ani śladu magii.

 

News news news / Nowinki!

Good evening,

I’ve been accused of being monotonous. Apparently, I should change something and stop reviewing only YA fantasy books. Fine. But I refuse to read anything that is too close to today’s reality (I’m only into the future or the past. XXI century brings me down). That’s why I’m beginning a new series. I will be reviewing so called ‘classic books’. I read less classics than fantasy, but I have a few on my account, so I think I will manage. It will only be a motivation to read more. I hope to encourage opponents of the good oldies’ to take at least one of the literary legends.

Sincerely, Me


Dobry wieczór,

Zarzucono mi bycie monotonną. Podobno powinnam coś zmienić i przestać recenzować tylko młodzieżowe książki fantasy. Dobrze. Ale odmawiam czytania czegokolwiem, co jest zbyt ściśle związane z dzisiejszą rzeczywistością (lubię tylko przyszłość lub przeszłość, XXI wiek mnie dobija). Właśnie dlatego wprowadzam nową zakładkę. Będę recenzować tak zwane ‘książki klasyczne’. Czytam mniej klasyków niż fantasy, ale mam kilka na koncie, więc powinnam dać radę. Będę miała więcej motywacji do czytania ich więcej i częściej. Mam nadzieję zachęcić przeciwników dobrych staroci do wzięcia choć jednej z tyc literackich legend.

Z poważaniem, Ja

 

Queen of mean / Piękna, ale bestia

serenity

Name/Imię: Serenity Freeman

Age/Wiek: 19

Occupation/Miejsce zamieszkania: USA

Hair color/Kolor włosów: Blonde / Blond

Eye color/Kolor oczu: unknown / nieznany

Height/Wzrost: not mentioned / nie wiadomo

Special abilities/Specjalne zdolności: none / brak

Personality/Osobowość: sarky, sharp-tongued, stubborn, brave, smart, saucy, insolent, bold, fierce, temperamental, obstinate / sarkastyczna, cięty język, uparta, odważna, sprytna, pyskata, bezczelna, zuchwała, zawzięta, gwałtowna, ma temperament

Appearance/Pojawia się w: The Fallen World series by Laura Thalassa:

1. The Queen of All that Dies

2. The Queen of Traitors

The first moment Montes saw Serenity, he said that there was something sharp about her eyes – something that shouted she is fierce and dangerous. He was right. Better not to mess with Serenity Freeman.

Serenity shares few of my life rules:

  1. Love is stupid.
  2. All the girls who have fallen in love are idiots.
  3. Dresses, makeup and high heels are a senseless torture.
  4. Babies are scrubby.
  5. Just because you are a girl doesn’t mean you are weaker.

She doesn’t hesitate to share her beliefs with the world every chance she gets. She doesn’t hesitate to slap the king across his overweening face, too. This girl has balls, and that is something I appreciate in people above everything else. Sometimes her opinions about the world remind me of myself, and sometimes her demeanor makes me want to be exactly like her. She inspires me, in living and writing. Surely my own main character will gain some of her fire. And I will surely gain something from her, too.

P.S. Her name might be Serenity, but don’t get fooled, it doesn’t suit her personality at all.


Kiedy Montes pierwszy raz zobaczył Serenity, stwierdził, że w jej oczach było coś ostrego – coś, co krzyczało, że jest porywcza i niebezpieczna. Miał rację. Lepiej nie zadzierać z Serenity Freeman.

Serenity podziela kilka moich zasad życiowych:

  1. Miłość jest głupia.
  2. Wszystkie dziewczyny, które są zakochane to idiotki.
  3. Sukienki, makijaż i obcasy to bezsensowna tortura.
  4. Dzieci są brzydkie.
  5. Dziewczyny wcale nie są słabe.

Nie waha się podzielić się swoimi przekonaniami ze światem. Nie waha się też uderzyć króla w jego zarozumiałą twarz. Ta dziewczyna ma jaja, a to coś, co cenię sobie w ludziach ponad wszystko inne. Czasem jej poglądy o świecie przypominają mi mnie. A czasem jej postawa sprawia, że chciałabym być taka jak ona. Inspiruje mnie, w życiu i pisaniu. Moja własna bohaterka z pewnością otrzyma trochę jej ognia. I ja sama też na pewno coś od niej wezmę.

P.S. Jej imię może oznaczać spokój i pogodę ducha (a także łagodne usposobienie, ha ha), ale nie dajcie się zwieść, nie pasuje to do niej wcale.

Sereity (2)